środa, 18 października 2017

Diego Maradona - legendy futbolu

 

Diego Armando Maradona

Data i miejsce urodzenia: 30.10.1960, Lanus
Narodowość: Argentyna
Dyscyplina: Piłka nożna
Osiągnięcia:
  • Mistrza Świata z 1986 r.(Meksyk)
  • Wicemistrz Świat z 1990 r.(Włochy)
  • Mistrzostwo Argentyny z Boca Juniors- 1981 r.
  • Puchar Króla, Puchar Ligi Hiszpańskiej i Super Puchar Hiszpanii – 1983(FC Barcelona)
  • Mistrzostwo Włoch (SSC Napoli) -1987, 1990
  • Zdobywca Puchary UEFA(SSC Napoli) – 1989
  • Król strzelców Ligi Argentyńskiej – 1979, 1980, 1981
  • Król Strzelców Ligi Włoskiej(SSC Napoli) – 1988
  • Najlepszy Piłkarz Świata według World Soccer Magazine – 1986
  • Złota Piłka France Football za całokształt.
  • Złota Piłka dla najlepszego piłkarza MŚ w  1986 r.
  • Najlepszy piłkarza wszech czasów według głosowania internautów(strona FIFA)
  • 5-krotnie wybierany najlepszych piłkarzem Argentyny i Ameryki Południowej.
  • W 1999 roku ogłoszony najwybitniejszym sportowcem XX wieku Argentyny

Diego Armando Maradona to zdaniem wielu najlepszy piłkarza w historii. Filigranowy zawodnik słyną z szybkości i niesamowitej techniki i przez niektórych jest stawiany na równi z Pele. Kariera Maradony była obfitująca w skandale, jak również sam zawodnik słyną z kontrowersyjnych zachowań i poglądów.

Diego Maradona jako chłopiec  grywał w młodzieżowej drużyny piłkarskiej Los Cebollitas. Jego talent został szybko zauważony. W przerwach meczu zachwycał widownię niesamowitymi sztuczkami z piłką. W profesjonalnym futbolu zadebiutował jako 16-latek w 1976 r., w drużynie Argentinos Juniors. W barwach tego klubu zagrał w 167 spotkaniach, strzelając 115 bramek, będąc królem strzelców Ligi Argentyńskiej w latach 1979,1980, 1981.

Następnie został pozyskany do Boca Juniors za 1 mln. funtów. Tam rozegrał 40 meczy i strzelił 28 goli.
Maradona był wówczas jednym najbardziej utalentowanym piłkarzy świata i było jasne, że wkrótce zatrudni go jakiś klub z Europy. Stało się to w 1982 roku, kiedy kupiła go FC Barcelona, za rekordową wówczas sumę 5 mln. funtów. Tak zaczęła się wielka kariera Maradony w Europie.


Wcześniej jednak Diego Armando Maradona brał udział w MŚ w 1982 roku, jednak jego drużyna odpadła już w drugiej rundzie rozgrywek, a Diego w ostatnim meczu dostał czerwoną kartkę, już wtedy można było zauważyć że Argentyńczk potrafi zachować się nie fair. Z reprezentacji Argentyny debiutował w 1977 r. w wygranym spotkaniu przeciwko Węgrom. W 1978 r. wielki talent Maradony objawił się na  MŚ Juniorów, na których został gwiazdą zdobywając 6 gol,i i przyczynił się do zdobycia mistrzostwa.

Kariera w Europie

Po przeniesieniu się od Hiszpanii w 1982 roku, grał przez dwa sezony w FC Barcelonie, z która zdobył Puchar Króla, Superpuchar Hiszpanii i Puchar Ligi Hiszpańskie. Jednak mistrzostwa z tą drużyna nie zdobył. Maradona w barwach Barcelony wystąpił w 81 meczach, strzelając 42 gole.

Maradona długo nie gościł w Hiszpanii, i po konflikcie z trenerem w 1984 r. przeniósł się do włoskiego Klubu – SSC Napoli, klubu z którym jest najbardziej kojarzony, i z którym osiągną największe sukcesy. Transfer po raz kolejny opiewał na rekordową sumę 6,9 mln Funtów.
Diego Maradonę powitało tysiące kibiców, wierząc że będzie receptą na sukces ich drużyny. I tak się stało!. Napoli za sprawą  Argentyńczyka napisało wspaniałą kartę w historii włoskiego i europejskiego futbolu. Maradona zachwycał grą i przyczynił się do 2-krotnego zdobycia Mistrzostwa Włoch oraz Pucharu i Superpucharu Włoch. Maradona ze swoją drużyna wygrał także puchar UEFA w 1989 r., pokonując w finale VFB Stuttgart. Niesamowity Argentyńczyk został legendą klubu strzelając w 258 występach, 115 goli.

MŚ w Meksyku i przejście do historii

Na Mistrzostwa Świata w 1986 r. w Meksyku, Argentyna jechała w roli jednego z faworytów. Tak naprawdę w trakcie tej imprezy gwiazda Maradony rozbłysła w pełni. Piłkarz, będący kapitanem drużyny znakomicie się prezentował w każdym meczu, dryblował, przeprowadzał dynamiczne akcje i zdobywał gole. Strzelił 5 bramek i zaliczył 5 asyst. Na tych mistrzostwach padły również dwie słynne bramki Maradony, które strzelił w meczu ćwierćfinałowym z Anglią. Mecz był  z podtekstem, gdyż państwa obu reprezentacji były wówczas skonfliktowane( Bitwa o Falklandy). Pierwszego gola Maradona strzelił ręką, którą nazwano „ręką Boga”(jak przyznał po latach zrobił to celowo). Druga bramka padła po rajdzie przez ponad pół boiska i wyminięciu kilku piłkarzy. To właśnie ten niesamowity gol został później uznany w ankiecie przeprowadzonej przez FIFA, za Najwspanialszy Gol w Historii MŚ(Goal of the Century). W półfinale Argentyna pokonała Belgię 2:0, a Diego znowu błyszczał strzelając dwie przepiękne bramki. W finale czekała Republika Federalna Niemiec(RFN). Spotkanie na Estadio Azteca oglądało 115 tyś. widzów. Mimo, że w tym meczu Maradona nie zdobył żadnej bramki, to jego drużyna wygrała 3:1, zdobywając po raz drugi w historii trofeum Mistrza Świata. W hołdzie dla Maradony, na tym obiekcie przy wejściu na stadion, powstał pomnik upamiętniający jego niesamowity gol.

Na kolejnych Mistrzostwach Świata w 1990 r. 30-letni Maradona nie spisywał się tak dobrze jak na poprzednich, dodatkowa doskwierała mu kontuzja kostki. Ale mimo tego co jakiś czas było widać błysk geniuszu, i wraz z kolegami dotarł aż do finału, gdzie tym razem uległa RFN 1:0.

Początek problemów

Problemy Maradony z narkotykami i prowadzeniem się zaczęły się już w Napoli, jednak dopiero w 1991 r, przybrały one takiego wymiaru. Tego roku po wykryciu u niego narkotyków FIFA zdyskwalifikował go na 15 miesięcy. W nowym klubie Sevilla FC, do którego przeniósł się w 1992 r. nie szło mu dobrze.  Popadł w konflikt z władzami klubu, dlatego rozstał się z klubem i powrócił do rodzinnej Argentyny. Trafił do Newell's Old Boys, gdzie zaliczył jedynie epizod, osiągając zaledwie ostatnie, 20. miejsce w argentyńskiej Primera Division.

Mimo problemów Maradony ze sobą i spadku formy, został on powołany i wystąpił na Mistrzostwach Świata w USA w 1994 r. Spisywał się tak nadzwyczaj dobrze, jednak po raz kolejny wykryto u niego niedozwolone środki i musiał opuścić mundial po dwóch meczach.

Argentyńczyk powrócił do sportu w 1995 r., podpisując ostatni w karierze kontrakt – z Boca Juniors, gdzie grał przez kolejne dwa lata.
Ostatnim meczem Diega Maradony w karierze było spotkanie z 25 października 1997 roku, River Plate–Boca Juniors 1:2, na Estadio Monumental. Piłkarz rozegrał 45 minut, po czym zszedł z boiska. 30 października 1997 oficjalnie zakończył karierę piłkarską.

W październiku 2008 r. Diego Maradona został selekcjonerem reprezentacji Argentyny. Jako trener zadebiutował 19 listopada 2008 r. w meczu towarzyskim ze Szkocją, wygranym 1:0 . Maradona z trudem wywalczył z Argentyną awans na Mistrzostwa Świata 2010. Tam prowadzona przez niego reprezentacja dotarła do ćwierćfinału, gdzie przegrała 0:4 z Niemcami i odpadła z turnieju. 27 lipca 2010 roku dano mu propozycję aby prowadził dalej reprezentację Argentyny, lecz jego współpracownicy muszą odejść. Maradona zrezygnował z funkcji selekcjonera kadry, ponieważ chciał by jego sztab został.


info:wikipedia






Pele - Legendy sportu| Piłka nożna

Pele (Edison Arantes do Nascimento)

23.10.1940, Tres Coracoes
Narodowość: Brazylia
Dyscyplina: Piłka nożna
Osiągnięcia:

  • 3-krotny Mistrz Świata w Piłce Nożnej – 1958, 1962, 1970
  • Najlepszy piłkarz wszech czasów według plebiscytu FIFA – 2000 r.
  • Najlepszy piłkarza wszech czasów według France Football – 1999
Pele to jeden z najsłynniejszych piłkarzy w historii. Powszechnie uważany przez ekspertów piłki nożnej, byłych graczy oraz fanów za najlepszego piłkarza wszech czasów.
Prawdziwe imię Brazylijczyka to Edison Arantes do Nascimento. Urodził się 23 października 1940 roku w brazylijskim mieście Tres Coracoes. Jest synem znanego piłkarza krajowej drużyny Fluminense, Joao Ramosa do Nascimento, znanego również jako Dondinho. Pseudonim „Pele” nadano mu w czasach szkolnych na cześć jego ulubionego gracza, bramkarza drużyny Vasco da Gama, o przydomku Bile. Pele dorastał w biedzie, dorabiał jako pucybut oraz jako pracownik herbaciarni.
Jego talent piłkarski został zauważony przez Waldemara de Brito, byłego reprezentanta Brazylii, który zatrudnił Pelego w drużynie Santos FC. Po roku gry w juniorach, został włączony do drużyny seniorskiej. Pierwszy mecz w reprezentacji Brazylii rozegrał 7 lipca 1957.
Brazylia przegrała z Argentyną 1:2, a jedyną bramkę dla Canarinhos strzelił właśnie Pele, zostając najmłodszym zawodnikiem, który strzelił bramkę dla reprezentacji własnego kraju. Miał wtedy zaledwie 16 lat i 9 miesięcy.


Reprezentacja i Mistrzostwa Świata

W 1958 roku, mimo swego młodego wieku, zadebiutował na Mistrzostwach Świata, dzięki czemu stał się najmłodszym zawodnikiem, jaki kiedykolwiek wystąpił w turnieju tej rangi.
Jego gra podczas mundialu wprawiła w zachwyt znawców, komentatorów i kibiców piłkarskich. Strzelił 6 goli i w dużej mierze dzięki niemu Brazylia sięgnęła po tytuł mistrzowski. Następne 2 turnieje rangi Mistrzostw Świata były dla niego nieudane, lecz w 1970 roku po raz kolejny sięgnął z reprezentacją po złote medale.
Pele rozegrał dla reprezentacji Brazylii 91 meczy, w których strzelił 77 bramek. Reprezentacyjny debiut nastąpił 7 lipca 1957 roku, podczas meczu Brazylia - Argentyna, a jego ostatni występ w narodowych barwach to potyczka z Jugosławią 18 lipca 1971 roku.
Z reprezentacją Brazylii odniósł 66 zwycięstw, 14 razy remisował, a 11 razy poniósł porażkę. Brazylijczyk wpisywał się na listę strzelców w 51 meczach, 7-krotnie popisując się hat-trickami. Brał udział w 4 edycjach Mistrzostw Świata, w latach 1958-1970 (w Szwecji, Anglii, Chile oraz Meksyku). Tylko raz brał udział w Copa America, zdobywając koronę króla strzelców po zdobyciu 8 goli w 6 spotkaniach. Pele grał również w 23 meczach reprezentacji uznanych za nieoficjalne, strzelając w nich 18 goli.

Kariera klubowa

Pele przez większość swojej kariery (18 lat) grał w brazylijskim klubie Santos, mimo wielu ofert nigdy nie wyjechał do Europy. W barwach tego klubu zadebiutował 7 września 1956 roku, strzelając jednego z goli w wygranym meczu z Corinthians (7-1), a jego ostatni występ w Santosie to zwycięstwo nad Ponte Preta (2-0) 2 października 1974 roku. Z tym zespołem zdobył, między innymi, - Copa Libertadores (2 razy) oraz Mistrzostwo Brazylii (10 razy).
W latach 1975-1977 grał w zespole New York Cosmos, z którym zdobył Mistrzostwo ligi północnoamerykańskiej.
Pele postanowił zakończyć karierę w 1974 roku, a jego pożegnalny mecz oglądały tłumy (przypuszczalnie ponad 200 tysięcy ludzi). Po pewnym czasie postanowił wrócić do piłki nożnej, grając dla drużyny New York Cosmos, a jego ostatni oficjalny mecz miał miejsce 1 października 1977 roku.
Był to mecz pomiędzy dwoma brazylijskimi zespołami, w których Pele spędził większość kariery klubowej - Santos i Cosmos. W każdej z drużyn rozegrał po jednej połowie tego meczu.

Po zakończeniu kariery

Po zakończeniu przygody z piłką nożną był dyrektorem sportowym piłkarskiej drużyny Santosu, udzielał się również jako komentator sportowy. W 1995 został wybrany na Ministra Sportu w Brazylii oraz ambasadora Dobrej Woli UNESCO.
Promował wiele firm, np. PepsiCo., czy MasterCard. Wystąpił, jako jeden z aktorów u boku Sylvestra Stallone, w filmie "Ucieczka do zwycięstwa".
W 1999 roku został uznany najlepszym sportowcem XX wieku, a w 2006 roku, został wybrany do rozlosowania grup Mistrzostw Świata w Niemczech w 2006 roku.
21 lutego 1966 roku Pele poślubił Rosemeri dos Reis Cholby. Ma dwie córki - Kelly Cristinę i Jennifer oraz syna Edsona. W 1978 rozwiódł się z żoną.
W kwietniu 1994 roku wziął ślub z psycholożką i śpiewaczką gospel Assirią Lemos Seixas, która urodziła w 1996 roku bliźniaki- Joshuę i Celeste.
Dzięki 12 golom zdobytych w Mistrzostwach Świata znajduje się na 5 miejscu na liście najskuteczniejszych strzelców tego turnieju, jest również jedynym piłkarzem, który z reprezentacją swojego kraju sięgał trzykrotnie po Mistrzostwo Świata. W 1367 oficjalnych meczach strzelił 1281 goli.
info:wikipedia
_

niedziela, 27 stycznia 2013

W końcu widzimy spuściznę po Małyszu



Za nim nasz "Orzeł z Wisły" zaczął odnosić swoje największe sukcesy, polscy skoczkowie na skoczniach prezentowali się mizernie. Dorastając w latach 90-tych, ja inii kibice skoków narciarskich byli skazani na emocjonowaniu się tylko wyłącznie skokami skoczków zagranicznych. Niestety nasi reprezentacji z Wojciechem Skupniem, Robertem Mateją czy Łukaszek Kruczkiem na czele, najczęściej zajmowali miejsca poza czołową 30-stką. Pamiętam te czasy, gdy wejście do drugiej serii polskiego skoczka było uznawane za sukces, a miejsce w połowie tej stawki za wielki sukces. To były trudne czasy, trudno było się nawet emocjonować takimi rezultatami, więc zostawało kibicowanie Weissflogowi Golbergowi, Czy Funace.

Dlatego gdy Adam Małysz jeszcze jako 16-latek zaczął zdobywać miejsca na podium lub w jego pobliżu, było to wielkim szokiem. Jak wiadomo potem była przerwa i trudne chwile, ale gdy Adam Małysz powrócił w wielkim stylu w 2001 roku i bił na głowę wszystkich, zapanowała niespotykana do tej pory euforia i małyszomania. Co Cię działa nie mogą wytłumaczyć nawet psychologowie i socjologowie, Adam Małysz stał się symbolem narodowym i dobrem narodowym.

Niewątpliwie skromny człowiek odcisnął trwała piętno na polskiej społeczności i sporcie, piętno w pozytywnym znaczeniu. Takie sukcesy i taki bum na skoki, spowodowało, że setki a może nawet tysiące młodych dzieciaków zapragnęło skakać jak Adam Małysz. Zaczęto budować skocznię w Wiśle i zapoczątkowano akcję "Szukamy następców mistrza", i w końcu wielki skoki wróciły na stałe do Polski, a Puchar Świata w Zakopane stał się jednym z najbardziej prestiżowych konkursów.

Jednak Małysz skakał, lata mijały a następców nie było, co jakiś czas ktoś błysną zajmując miejsce w pierwszej 14 czy 10 ale, podium i wygrywanie turniejów przez lata były wyłącznie domeną Małysza. Dopiero u schyłku jego kariery pojawiły się pierwsze oznaki, że Polska poza Adamek, po też innych dobrych skoczków. Za plecami Małysza powoli pojawiał się Kamil Stoch. Był to pierwszy skoczek, który regularnie zajmował miejsce w czołowej 15 i jak również mógł walczyć o podium. W ostatnim sezonie Małysza Kamil Stoch miał już renomowaną markę i nie raz zajmował lepszą lokatę od naszego "króla skoków". W 2011 roku stało się to o czym przez lata tylko marzono, inny Polski skoczek niż Małysz wygrał zawody Pucharu Świata! I to nie raz!

Sezon 2012/2013 to już zupełnie nowa bajka. Nie tylko Kamil Stoch po części zastąpił Małysza(jak wiadomo Małysza nie da się zastąpić), ale również pozostali skoczkowie podciągnęli poziom i regularnie zajmują miejsca w pierwsze 15-stce czy 10-tce. To ewenement w historii polskich skoków! Nigdy tylu polskich skoczków nie awansowało do czołowej 30-stki. Teraz Mamy już Stocha, Kota, Żyłę i każdy z nich zajmuje miejsce w pierwsze 10, z realną możliwością walki o podium. Serce się cieszy, że w końcu doczekaliśmy się wysokiemu poziomu nie tylko jednego skoczka. Wiadomo, że sukcesów Małysza nie powtórzą, gdyż skoczek pokroju i talencie Małysza rodzi się raz na 50 lat, ale doczekaliśmy się efektów bumu skoków i "Małyszomanii". Sukcesy i dorobek "Orła z Wisły" zaczął owocować! Chwała mu za to!

niedziela, 18 listopada 2012

Upadek legendy i sportu

Tylko tak można skwitować to co przez lata robił pan Lance Armstrong. tu pasuje powiedzenie, że; "Najciemniej jest pod latarnią", lub "Kto dużo mówi o honorze i zasadach, to uważaj na swój portfel". Kolarz przez długie lata tak bardzo nas wszystkich przekonywał, że doping jest "be" i tak bardzo walczył o chorych na raka, że nikt nie warzył się nawet pomyśleć, że Armstrong coś bierze. No i przecież miał raka i jeździ z jednym jądrem, nikt po takich przeżyciach nie będzie się bawił w anabole i okłamywał cały świat.

A jednak! Po raz enty. Tak samo jak Ben Johnson czy Marion Jones, Lance swoje nieprzeciętne wyniki uzyskiwał dzięki dopingowi. Jak tak można? Oszukiwać miliony, często bardzo młodych ludzi, mówić o uczciwości o walce z chorobą, a na zapleczu wstrzykiwać różne świństwa. Początkowo też nie wierzyłem, myślałem, że to pomówienia zazdrosnych "kolegów", ale tych dowodów była aż tak dużo, a ludzi wiedzących co się dzieje tyle samo. Co będzie z uznawanym jeszcze niedawno najlepszych kolarzem wszech czasów, laureatem nagród i wyróżnień Fair Play? Marion Jones przynajmniej się przyznała, a Lance widać nie ma odwagi...w sumie kto by ją miał po czymś takim. Po tej aferze już nic nigdy nie będzie takie same, skończył się mit o krystalicznie czystych sportowcach, kibice już nikomu więcej nie zaufają tak jak Armstrongowi...

poniedziałek, 12 listopada 2012

Boniek Prezesem PZPN

Boniek i PZPN!

Autorem artykułu jest sacher


Od wczoraj jest nam wiadome, że zastępcą kontrowersyjnego Grzegorza Laty będzie Zbigniew Boniek. Człowiek, którego dobrze znamy – świetny piłkarz i dobry człowiek. Słuchając jego stonowanych wypowiedzi oraz komentarzy innych ludzi z piłkarskiego środowiska, można śmiało stwierdzić, że jest on idealną osobą na to stanowisko.

Ale czy na pewno?

Patrząc okiem optymisty, można stwierdzić, że pan Boniek wyprowadzi związek i polską piłkę z dołka, bo przecież ma na tyle ambicji i zdolności, żeby to zrobić. I słusznie – ma.
I chciałoby się, żeby się tak stało. PZPN potrzebuje osoby, która ruszy „tym” wszystkim.

Z drugiej strony patrząc, pesymista powie, że przecież pan Lato też miał być dobrym kandydatem. Człowiek, który był jednym z najlepszych polskich piłkarzy, powinien wiedzieć, co zrobić, aby w końcu było dobrze. Jednak ogólny optymizm społeczności po wyborze prezesa 4 lata temu szybko zanikł. Afera za aferą, konflikt za konfliktem, nic dobrego – to chyba jest najlepsze podsumowanie pracy byłego prezesa.

Realista powie: Nie może być gorzej, niż było. I tego się trzymajmy. Ale czy jak będzie tak samo, to będziemy zadowoleni? Żyjemy w kraju, w którym panuje zasada "i tak źle, i tak niedobrze". Co ma zrobić pan Boniek, aby przełamać stereotypy o niewydajnym PZPN, z nieodpowiednim człowiekiem na czele? Pewnie nikt nie zna odpowiedzi na to pytanie.

Osobiście mam nadzieję, że za 4 lata będę mógł napisać, że wybór Bońka na to stanowisko był dobrym wyborem. Teraz należy czekać i uważnie śledzić jego pracę. Miejmy nadzieję, że wizerunek Polskiego Związku Piłki Nożnej poprawi się, a Reprezentacja naszego kraju będzie mogła odnosić sukcesy. Ja wierzę, że może być tylko lepiej.

Kto ma poprawić jakość polskiej piłki, jeśli nie Zbigniew Boniek? Nie widzę lepszego kandydata na to miejsce.

---

Sacher, http://www.tylkopilka.cba.pl

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

czwartek, 20 września 2012

KSW - czyli podwórkowi mistrzowie

To typowa przypadłość polskiego sportu, sportu który tkwi i mizerii i sportowców których onieśmiela choćby myśl o największych sukcesach i osiągnięciach. Konsekwencją tego jest brak sukcesów międzynarodowych i zadowalanie się "zabawą na własnym podwórku".

Podobne wrażenia mam oglądając gale KSW, czyli Konfrontacji Sztuk walk. Żeby było jasne, jak najbardziej popieram powstanie takiej federacji i sam pomysł, gdyż dzięki temu ludzi w ogóle się czegoś dowiedzieli o MMA i sportowcach uprawiających to niezwykłą dyscyplinę sportu. Niewątpliwie KSW to już historia polskich sportów walki, otworzyło drzwi i wytyczyła ścieżki, za to duża pochwała. Ale oglądając te gale od kilku lat czułem co raz większy niesmak. Ciągle ci sami zawodnicy walczący na zmianę z paroma Amerykanami. Pasy mistrzowskie, która niemal zawsze zostawały w rękach Polaków, i kreowanie z każdego zawodnika wielką gwiazdę MMA. Nawet jak do polski przyjeżdżali nieźli zawodnicy wprost z organizacji UFC, to byli to emerycie lub tacy co nic tam nie ugrali. No ale jak to brzmi, "zawodnik z UFC!". Oglądając gale KSW odnosiło się wrażenie, że jesteśmy potęgą MMA na świecie, do tego często podkreślane słowa, że ciężko jest znaleźć obcokrajowców, którzy zechcą przyjechać i walczyć z naszymi mistrzami(że niby wszyscy się boją naszych).

 W rzeczywistości jest tak, że KSW w świecie to jakaś trzecia liga, a nasi mistrzowie w porównaniu z Bellatorem i UFC to uczniaki. Jedynym który miałby szanse powalczyć z najlepszymi jest Mamed Khalidov, ale ten i jego promotorzy za bardzo nie chcą się pchać tam gdzie jego legenda może szybko zgasnąć, a tak mamy wielkiego mistrza. Zresztą i tak wszyscy czekają na Mariusza Pudzianowskiego, którego walki to głownie show a nie MMA, a jego osoba ma wabić widzów. Wszystko jest świetnie wyreżyserowane i zareklamowane, tak że ludzie zapominają, że oglądają popisy podwórkowych mistrzów. Ale że nikt się na tym dobrze nie zna i nie ma styczności z MMA, to nie zauważy różnicy poziomu. KSW to przede wszystkim sukces marketingowy. A my Polacy lubimy oglądać coś co przyszło zza oceanu, to nas dowartościowuje i możemy powiedzieć, że "My mamy swoje KSW!", tyle, że przygotujcie się, że kibic zza granicy usłyszy o niej po raz pierwszy ;p.

poniedziałek, 10 września 2012

PPV - czyli lekka przesada

Pay-per-view, czyli płać i oglądaj, wynalazek zza Oceanu szybko zadomowił się u nas w kraju. Już rok po pierwszej tego typu transmisji sportowej w Polsce(Adamek-Kliczko), gdzie jednak ranga wydarzenia była bardzo duża, transmisje tego typu są realizowane na potęgę. Gala bokserska z udziałem Tomasza Adamka, gdzie ranga walki była wątpliwa, a płacić trzeba było jakby walczył o mistrzostwo. Wcześniej PPV z okazji przybycia do polski Roya Jones Jr., bo tak można nazwać to wydarzenie, a nie jakaś tam wielka walka. Następnie gala KSW z udziałem Pudziana. To wszystko można jakoś przełknąc, gdyż sporty walki i boks ma długą tradycję PPV, ale jak usłyszałem, że mecze Polskiej reprezentacji będą realizowane w tym systemie, to mi szczeka opadła. W przypadku naszej reprezentacji można by zastosować nazwę PiP(płać i płacz), gdyż średnio widzę swój zachwyt nad grą naszych chłopaków. No i te cenniki z kosmosu, 30-40 zł za taką sobie gale boksu, gdzie tyle samo był za walkę Polaka o mistrzostwo z legendą boksu. Gdy sobie pomyślę, że teraz mam płacić 20 zł, za oglądanie półamatorów z Mołdawii i popis umiejętności Polaków na tle takiego przeciwnika, to mi się śmiać chce, i zastanawiam się kto jest niespełna rozumu i zapacić za takie coś. No rozumie, mecz z Anglikami, można się zebrać i zrzucić tyle, co na piwo, jednak żebyśmy się nie zdziwili, i nie musieli zapłacić z tej okazji dwa razy więcej! Jak wszystko pójdzie w takim tempie, to żeby oglądać cokolwiek trzeba będzie zapłacić, tak jakby prezesi i bossi zapomnieli, że ludzie płacą abonamenty.

Miejmy jednak nadzieję, że ta moda i chęć szybkiego wzbogacenia się na naiwnych kibicach sportu, szybko przeminie, lub cennik nie co się obniży. Na szczęście jest internet, i bez żadnych opłat można obejrzeć wszystko. A jak prezesi telewizyjny dalej będą tak postępować, to żeby się nie zdziwili, gdy słupki oglądalności ich stacji będą spadać.